- Piszcie codziennie, bo będę zmuszona wysyłać listy do waszych kuzynów lub przyjaciół z dormitorium. - ostrzegła Ginny Potter ocierając łzy. Już siódmy raz Albus i James, a także Lily (choć ona dopiero szósty) jadą do Szkoły Magi i Czarodziejstwa, a ich matka nie może się pogodzić z tym, że przez całe 10 miesięcy nie będzie się z nimi widzieć.
Chłopcy popatrzyli błagalnie na swoją młodszą siostrę by ta porozmawiała z ich matka na temat nadopiekuńczości wobec nich. Ta tylko wywróciła teatralnie oczami i zwróciła się w stronę rudowłosej kobiety:
- Mamo, przecież nie będziemy mieli czasu na odpisywanie codziennie na twoje listy. Wszyscy w tym roku musimy przyłożyć się do nauki bo James i Al muszą uczyć się do Owutem'ów. Będziemy ci się "meldować" co tydzień. Obiecuję! - dodała widząc wahanie na twarzy swojej rodzicielki.
- Kochanie, odpuść im...Przecież dla chłopców to już ostatni rok i na pewno będą mieć ważniejsze sprawy na głowie niż odpisywanie na listy - odezwał się Harry, a jego żona tylko zrezygnowana wypuściła powietrze.
- No dobrze, ale macie mi się opiekować siostrą! James nie waż się już robić głupich kawałów, bo nie chcemy być kolejny raz wzywanie do szkoły! Al, Lily - wy możecie robić to co zawsze. - uśmiechnęła się ciepło.
Nagle zabrzmiał dzwonek ogłaszający odjazd pociągu.
- No dobrze, kochani wskakujcie do pociągu bo odjedzie bez was.
Ginny pożegnała swoje dzieci szybkim buziakiem (co James i Al nie przyjęli zbyt dobrze i zaczęli rozglądać się po peronie, upewniając się, że nikt tego nie widział). Niemal siłą wsadziła ich do pociągu, na co jej mąż rozbawiony pokręcił tylko głową i pomachał im. Lily już miała iść za braćmi szukać przedziału gdy ktoś zapukał w okno. Szybko ją rozsunęła, a jej oczom ukazał się jej rozpromieniony tata.
- O co chodzi?
- Chciałem się zapytać czy wzięłaś mapę?
- Jasne. - odparła klepiąc lekko kufer.
- Cieszę się. Nie martwię się wiedząc, że będziesz miała na nich oko, a zwłaszcza na Jamesa. - powiedział i pocałował ja w czoło na pożegnanie. Potter'ówna ostatni raz spojrzała na rodziców i weszła do przedziału. Tam siedzieli już jej bracia i kuzyni - Rose i Hugo. Przywitała się i zajęła miejsce. Od razu wyciągnęła podręcznik do Eliksirów i zaczęła czytać. Eliksiry są ulubionym przedmiotem Lilki, a ponieważ ma z nich Wybitny ma nadzieję, że w przyszłości zostanie Magomedykiem i będzie robić to co kocha, a przy okazji pomagać ludziom.
Jednak po chwili odłożyła książkę myśląc, ze będzie miała jeszcze dużo czasu na naukę i zaczęła przyglądać się reszcie zebranych w przedziale. James i Hugo rozmawiali o Quidditch'u, a Al wziął przykład z siostry i też zaczął czytać książkę. Jednak uwagę Rudej przykuła jej kuzynka (jak i przyjaciółka), Rose. Siedziała cicho i (o dziwo) nie wtrącała się do rozmowy chłopaków. Tępo patrzyła przed siebie blada. Od razu usiadła obok i zagadnęła:
- Czemu jesteś smutna?
- Nic ważnego.
- No przecież widzę, że coś jest nie tak...
- Bo widzisz....Nie jestem już z Chrisem....
- Czemu?! Przecież on cię kocha!
- Ta...Kocha... Widziałam go na Pokątnej jak całował się z jakąś blondynkom, a jak na niego nawrzeszczałam i powiedziałam, że z nami koniec to on powiedział, ze niby tak dziewczyna go pocałowała. Może i bym mu powiedziała....Gdyby nie fakt, że widziałam już go z nią drugi raz....
- Co za idiota! Gdzie on jest?! Zaraz do niego pójdę i....
- Zapomnijmy o nim....Chris to już zamknięty rozdział... - zapewniła i jakby chcąc dodać mocy swoim słowom otarła łzy, które chwilę wcześniej zagościły w jej oczach i uśmiechnęła się promiennie - Dzięki Liluś... Od razu mi lepiej gdy się wyżaliłam.
Powiedziała i od razu zaczęła rozmowę z Jamesem i Hugonem. Lily z z czystym sumieniem wróciła na swoje miejsce. Znów wzięła książkę i zaczęła czytać.
~*~
Minęła już połowa drogi. Wózek ze słodyczami już przejechał więc po ich przedziale wlały się Czekoladowe Żaby, Beczułki, Dyniowe Paszteciki, Fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta i wiele, wiele innych przysmaków. Lily miała właśnie zaczynać czytać ciekawy rozdział o Eliksirze Śmierci gdy przerwał jej dzwięk rozsuwania drzwi.- Kogo my tu mamy... Zdrajcy Krwi... - odezwał sie kpiący glos.
Potter'ówna spojrzała w tamtą stronę i zobaczyła.... nikogo innego niż Scorpiusa Malfoya. Największego idiotę i dupka w szkole.
- Malfoy, nie pomyliłeś przedziałów? Konkurs na największego dupka, odbywa się gdzie indziej. - odparł gładko James.
- Uważaj sobie Potter, bo jestem Prefektem i z chęcią odejmę ci parę punktów...
- Lily też jest Prefektem, Malfoy - odgryzła się Rose.
Lily drgnęła słysząc tą wymianę zdań. Przypomniała sobie, że musi się znaleźć w...
- Cholera! Przedział Prefektów!!! - krzyknęła i jak oparzona podniosła się z miejsca.
Jednak nie przemyślała swojego czynu bo wpadła prosto na pana Arystokratę, który spojrzał na nią z obrzydzeniem i odepchnął. Dziewczyna upadła na podłogę, jednak nie została tam na dłużej bo jej bracia wkroczyli do akcji. Al podniósł ją, a James ruszył w stronę blondyna z wyciągniętą rużdzką.
- Jeszcze raz dotkniesz mojej siostry, a twój ojciec cie nie pozna! Rozumiesz?!
Teraz już Scorpius miał wyciągniętą rużdzkę.
- No jasne, że jej nie dotknę! Już teraz będę musiał używać Chłoszczyść przez całą godzinę. - odparł po czym wzdrygnął się z obrzydzenia.
- Możesz i przez cały dzień, ale zmiataj z tond, Malfoy.
James tracił juz po mału cierpliwość do tego idioty. Mógł od razu rzucić na niego jakąś wstrętną klątwę, ale wiedział, że jego siostrze by się to nie spodobało więc tylko czekał aż Malfoy łaskawie sobie pujdzie.
- Co tu się dzieję?!
Dyrektorka - Minevra McGonagall wkroczyła do wagonu zaciskając gniewnie usta.
- Potter, Malfoy! Czekam na wyjaśnienia!
- Pani Dyrektor on rzucił się na mnie! Ja chciałem grzecznie zapytać się jego siostry czy pójdzie ze mną do przedziału Prefektów, a Potter się na mnie rzucił! - wyznał Malfoy idealnie udając zdezorientowanego i przerażonego.
- Panie Potter?
- To nie prawda! Malfoy popchnął Lily gdy ta chciała wyjść z przedziału! - oburzył sie.
- No dobrze... Dziś przymknę na to oko, ale następnym razem dostaną panowie po szlabanie.
Malfoy uśmiechnął się cwanie.
- Panie Malfoy, proszę za mną jak mi się zdaję to nie pana wagon. - dodała McGonagll, a Malfoy prychnął cicho i ruszył za Dyrektorką. - Aha i proszę przekazać pannie Potter i panu Weasley'owi, że już nie muszą przychodzić do przedziału dla Prefektów.
James skinął głową i wrócił do przedziału. Jego siostra siedziała blada koło Rose. Lily nie przepadała za sytuacjami gdy ktoś na nią krzyczy, a co dopiero używa siły.
- Wszystko w porządku? - spytał kucając prze nią i odgarniając jej rude włosy z twarzy.
- Tak, ale muszę już iść...
- Była tu McGonagall i powiedziała, że już nie musisz przychodzić.
- Ej, widzę już wieżę Hogwartu! Powinniśmy przebrać się w szaty. - oznajmił Hugo.
~*~
Pierwszy rozdział!
Nie wiem czy to ktoś czyta, ale postanowiłam dodawać rozdziały w odstępie 5-7 dni.
No i to chyba tyle :)
Buziaczki
C.T